piątek, 30 stycznia 2015

późnym latem przy Pomniku Prywatyzacji

To była druga wizyta u gigantycznych elewatorów zbożowych, ironicznie nazywanych Pomnikiem Prywatyzacji. Krążą słuchy, że teren jest kupiony, więc Geniusze jeżdżą tam co jakiś czas, póki wciąż jeszcze króluje na nim wielkie, spękane, kamienne monstrum.


Szczęśliwy święty Jerzy
z rycerskiego siodła
mógł dokładnie ocenić
siłę i ruchy smoka

pierwsza zasada strategii
trafna ocena wroga

Pan Cogito
jest w gorszym położeniu

siedzi w niskim
siodle doliny
zasnutej gęstą mgłą

przez mgłę nie sposób dostrzec
oczu pałających
łakomych pazurów
paszczy

przez mgłę
widać tylko
migotanie nicości

potwór Pana Cogito
pozbawiony jest wymiarów

trudno go opisać
wymyka się definicjom

jest jak ogromna depresja
rozciągnięta nad krajem

nie da się przebić
piórem
argumentem
włócznią

gdyby nie duszny ciężar
i śmierć którą zsyła
można by sądzić
że jest majakiem
chorobą wyobraźni

ale on jest
jest na pewno
(...)
 
Zbigniew Herbert, Potwór Pana Cogito





Lu­biła morze je­dynie za je­go burzli­wość, a zieleń tyl­ko wśród ruin. Z każdej rzeczy mu­siała wy­dobyć jakąś korzyść dla siebie i od­rzu­cała ja­ko zbędne to wszys­tko, co w da­nej chwi­li nie mogło być po­kar­mem dla jej serca.
Gustaw Flaubert, Pani Bovary




Wszys­cy mu­simy, chcąc uczy­nić rzeczy­wis­tość znośną, ut­rzy­mać w so­bie kil­ka drob­nych szaleństw. Marcel Proust

czwartek, 29 stycznia 2015

neogotyckie ruiny

Zdjęcia z wyprawy do zrujnowanej willi neogotyckiej pod Krakowem (1865) oraz dworu związanego z pewnymi czaplami, w którym też można znaleźć wpływ neogotyku (1890). Obraz nędzy i rozpaczy, smutny dowód na to, że w naszym kraju nie dba się o zabytki.


Kto milczy jest zapomniany; kto nie idzie na przód, ten się cofa.
H. F. Amiel, Dziennik intymny














Są takie zjawy dalekie, odległe
(kartki wydarte z dziecięctwa i wspomnień), 
w snach gdzieś powstały i teraz nadbiegły, 
żeby się w ciszę wgryźć i wrócić do mnie... 
Są takie zjawy dalekie i znane, 
które wracają w jaźni odrodzone, 
które wracają (i wierzę w nie święcie), 
w zmierzchu srebrzysty uwikłane więcierz...
Dni wymyślone w półciemnych pokojach 
(drżą ciemną krepą firanki wiejące) 
i w szarym pyle zgęstniałego kurzu 
tarza się ciemne, zmierzchające słońce... 
Pokój jest Stary, cichy, staroświecki 
(wiszą portrety jakichś znanych twarzy, 
na których widok serce w piersi tłucze 
i których oczy wrzątkiem serce parzą). 
Cicho brzęczące stare fortepiany 
grają dostojnie, cicho i powoli, 
a po portretach w ścianę wprasowanych 
łzy kapią szare... łzami serce boli... 
Pod wieczór świece się palą w lichtarzach, 
żółte jak tego dnia (którego? nie wiem) 
i ręce, noce witające bledzią, 
brodzą po kurzu nieustannym siewie. 
Potem przychodzi długi cień po ścianie, 
w starym cylindrze gość nieokreślony, 
przyjdzie znów bębnić noc na fortepianie 
i wstawiać kwiaty japońskie w wazony.
K. K. Baczyński, Chore myśli, jesień 38





W starych domach-pałacach-kamienicach
mieszkają tajemnice zastygłe od zimna,
przyczajone w okaleczonych ścianach.

Stare domy są mądre.

Opowiadają baśnie sprzed lat, aż po kres swego trwania,
boją się błędu i fałszywych ocen.

(...)

Są szkicem, blednącą kreską na starej fotografii.

Stare domy obawiają się bezkarności, 
która jest oszukanym przywilejem właścicieli placu.

Są bezradne wobec tych, którzy skazują je na wygnanie,
odbierając im oddech aby upadły,
są nieme wobec zachłanności, braku decyzji.

Stare domy skarżą się ciszą.

W swoich fasadach zamykają stare tajemnice,
znają miłość i nieodgadnione piękno,
Szczycą się swoim kształtem zaklętym, niebanalnym.

Stare domy mają wiele do opowiedzenia.

Do nich zawsze należały miasta,
ratowały ludzi chroniąc ich życia

Potrafią być wierne do końca.

Świat kocha stare domy
jest z nich dumny.
Państwa wydają miliony, żeby je ratować.

W mojej Ojczyźnie ludzie małego formatu
z długopisami w ręku patrzą z pogardą na stare domy,
uzasadniają wyroki, aby przystroić się w laury i otworzyć szampana

Skazują je na śmierć .

Ich resztki sprzątają pod osłoną nocy

W mojej Ojczyźnie - o być albo nie być starych domów
decydują anonimowi chciwi głupcy…

Janusz D., Stare domy, [w:] http://www.eioba.pl/a/43b3/stare-domy


poniedziałek, 27 października 2014

górskie szkieletory

Niesamowite dwa miejsca. Pierwszy to olbrzymi kompleks wypoczynkowy, a górskie położenie czyni miejsce niepowtarzalnym. Drugi to pozostałość po szpitalu, stoi na zboczu Łysej Góry. Na Cool Story Naz więcej z wyprawy Geniuszy.




Cóż może powiedzieć ktoś opuszczony przez słowa?

Anna Kamieńska








tak lekko
ubyć z zapachu
z barwy
po prostu
pod głowę ramię
i zasnąć
wiatr nie obudzi
pszczoła
ciemnymi skrzydłami nie ugłaszcze

ziemi
oddać siebie
tak bardzo
że już niczym nie zostać
i nigdzie

***

a jak się łata pustkę?
a czy ten ognik życia
potrafi przefrunąć z drzewa
na drzewo
a gałąź pod jego lekkim oddechem
czy zakołysze się
pod jego ciężkim oddechem
czy się ugnie

czy pozostanie odgięta

Halina Poświatowska







Do cywilizacji wiodą dwie drogi: kultura i zepsucie.

Oscar Wilde

wtorek, 22 kwietnia 2014

Postapokaliptycznie

Poniżej cudna cementownia. Jest też parę zdjęć z miejscówki w tym samym rejonie i klimacie. Była piękna pogoda, niezapominajkowe niebo, które cudnie kontrastowało z ruiną. Więcej fotek, wiadomo - Cool Story Naz
Miejsce było obłędne (dziś już niemal nic z niego nie zostało). Postapo i industrial to zdecydowanie mój ulubiony klimat.



Siedzę na dachu życia
jak kot
wygrzewam się
w życzliwych promieniach
Opatrzności

"Okropności wojny"
widziałam tylko
na rysunkach Goi

Nędzę i głód
w reportażu
o Matce Teresie

O zarazie wiem tyle
co z książki Camusa

Teraz siedzę
na dachu życia
siedzę sobie cichutko
i czekam na moją
apokalipsę


Marta Mazurkiewicz, Apokalipsa







A Ty, który wszystko znasz,
terminy, święta i zagłady,
powiedz nam - jak jest tam,
po tamtej stronie lady?
Agnieszka Osiecka






Gdy­bym mógł, cały świat dop­ro­wadziłbym do ago­nii, aby do­konać oczyszcze­nia życia u sa­mych je­go korze­ni; podłożyłbym pod nie palący, pod­stępny płomień - nie po to, by je zniszczyć, ale by przy­dać mu no­wego wi­goru i żaru. Ogień, ja­ki podłożyłbym pod ten świat, nie spro­wadziłby nań ruiny, lecz tyl­ko za­sad­niczą, kos­miczną prze­mianę. W ten sposób życie przy­wykłoby do wy­sokiej tem­pe­ratu­ry i nie byłoby już śro­dowis­kiem dla mier­no­ty. W ta­kiej wiz­ji może na­wet śmierć przes­tałaby być im­ma­nen­tna życiu. (Na­pisałem to dziś, 8 kwiet­nia 1933 ro­ku, kiedy kończę 22 la­ta. Czuję się dziw­nie na myśl, że w ta­kim wieku jes­tem już spec­ja­listą od prob­le­maty­ki śmier­ci.)
Emil Cioran